poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 10


Rozdział 10


- Ja troszkę popracuję.
- Odpuść sobie chodź ze mną mam trochę tego zrobię dziś połowę jutro drugą i będę mieć z głowy.
- Jak chcesz.- powiedział i poszedł do sypialni po chwili usłyszałam chrapanie.
Było po 20. Wkręciłam numer do mamy.
- Hej mamo obudziłam Cię?
- Nie, leżę na łóżku i oglądam jakiś film.
- Przyjeżdżam w czwartek.
- To świetnie.
- Ale nie sama tylko z chłopakiem.
- Co?! Masz chłopaka to fajnie mieszkasz z nim?
- Tak.
- Ile ma lat?
- Dwadzieścia pięć.
- Jak ma na imię?
- Mamo!
- Co córeczko?
- Nie zawalaj mnie pytaniami przyjedziemy w czwartek poznasz go zobaczysz. Muszę kończyć mam trochę pracy.
- Dobra pa córeczko dobranoc.
Położyłam się na kanapie i założyłam ręce na twarz.
- I jak rozmowa z mamą?- Ściągnęłam ręce z twarz nad mną stał Zibi.
- Świetnie.
- Chodź do sypialni jutro zrobisz to wszystko.
- No dobra masz rację.
Przebrałam się i położyła się obok Zibiego.
- Na pewno chcesz jechać w czwartek ze mną?
- Tak poza tym już mam wolne co mam niby robić?
- Nie wiem  może do swoich rodziców pojedź.
- Nie wolę z tobą jechać.
- Dobra dobranoc kochanie.
- Dobranoc.

Wstaliśmy o 8:00.

- O której masz siłownię?
- O 10. Co jesz na śniadanie?
- Nie wiem wymyśl coś.
- Dobra.
Gdy Zibi robił śniadanie ja poszłam się ubrać.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki.
- Gdzie dzwonisz?
- Nigdzie pisze Marcie adres musi przyjść sprawdzić mi stan nogi, nie wiem po co, ale niech jej będzie.
- A o której ma przyjść ?
- Nie wiem chyba koło 13. Mówiła że zobaczy jak z czasem się wyrobi.
- Aha to dobrze może zdążę wrócić.
- Tylko nie jedź jak wariat.
- Dobrze chodź na śniadanie.
- Mmmm…. Tosty i kawa o tym marzę.
- Nie śmiej się ze mnie.
- Ja się nie śmieje tylko rano myślałam o tostach i kawie że zjadłabym je na śniadanie.
- Hahaha czytam Ci w myślach.
- Lepiej nie.
- Czemu, bo odkryłbyś jakie mam zboczone myśli.
- Nie tak jak ja-zaczął się śmiać.
- Dobra idę pod prysznic.
- Iść z tobą?- wyszczerzył zęby.
- Jak chcesz- uśmiechnęłam się.
Oczywiście poszedł. Po 10 minutach wyszłam, Zibi się jeszcze kąpał. Patrzyłam na telefon  6 nieodebranych połączeń od Maryśki. Zadzwoniłam do niej.
- Hej co się stało?
- Hej mam problem mogę przyjechać?
- Jasne jestem u Zibiego w mieszkaniu.
Zibi wyszedł z łazienki.
- O na którą będziesz  w domu?
- Nie wiem chyba koło 12.
- Ok co chcesz na obiad?
- Nie wiem wymyśl coś.
- To muszę coś szybko ugotować, bo zaraz ma Maryśka do mnie wpaść, a potem Marta.
- Maryśka?
- Tak chyba coś się stało miała dziwny głos pogadam z nią.
- Aha dobra to ja idę spakować torbę.
- Dobra chcesz kawy?
- Nie dzięki później.
- Okej.
Włączyłam laptopa Maryśka była strasznie do tyłu z pracą.
- To ja lecę pa kochanie- krzyknął Zibi.
- Pa skarbie.
Szybko zaczęłam analizować wszystko. Zrobiłam sobie przerwę było po 10 gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zerwałam się i ruszyłam w kierunku drzwi.
Otworzyłam a tam stała zapłakana Maryśka z walizkami.
- Co się stało wejdź.
Weszła do mieszkania ja zabrałam walizki do salonu i wstawiłam wodę na herbatę.
- Co się stało?
- Pokłóciłam się z Bartkiem.
- Matko o co wam poszło?
- Bo wydarł się na mnie, że nie mam dla niego czasu że się nie widujemy że tylko praca, praca, praca, ale jak ty odeszłaś to mi trudno bo to ty byłaś zawsze głównym statystykiem,
A ja tylko obok teraz wiem jak mało mi dawałaś żebym mogła mieć czas dla Bartka chociaż sama nie wiem jak ty dawałaś radę i spotykałaś się ze Zbyszkiem.
- Kochana nie płacz on wróci przeprosi Cię zrozumie, że zostałaś sama z masą pracy. A teraz włącz laptopa i do roboty bo z tego co widziałam to jest masa tego.
- Wiem, ale on chyba nie wróci…..i się rozpłakała.
- Słuchaj rób jak ja jak Bartek będzie na siłowni to rób statystyki, a jak w domu spędzaj z nim czas jak wyjdzie z domu do kolegów  też pracuj ja zawsze tak robie chyba że naprawdę mam dużo pracy to robie czasami Zibi siedzi obok mnie nic nie wie co ja robię, ale przygląda się i wie że muszę przez 4 dni z tobą będę pracować bo w czwartek jadę z Zibi do rodziców.
- Julia dzięki, gdyby nie ty nie wiem jakbym sobie poradziła.
- Dziś możesz jechać do mnie do mieszkania i tak za nie długo się wyprowadzić, bo tu jest mi lepiej.
- Chyba że nie chcesz być sama to mogę jechać z tobą.
- Nie no nie będę Ci głowy zawracać pojadę do najbliższego hotelu i wynajmę pokój.
- Daj spokój nikt tam nie mieszka mieszkanie stoi puste.
- No dobra.
- A teraz do roboty im wcześniej skończymy tym lepiej.
- Masz racje strasznie tego dużo..
- Nie gadaj tylko pracuj.
Robiliśmy tak w ciszy do 12:50. Zadzwonił dzwonek poszłam otworzyć drzwi.
- Hej Marta co tam u ciebie?
- Hej Julka wszystko w porządku jak noga?
- Dobrze chodźmy do salonu.
- O hej Maryśka – powiedziała wesoło Marta.
- Hej – odrzekła obojętnie Maryśka.
- To siadaj na kanapie ja obejrzę czy spuchła po nocy czy nie. Wszystko porządku dam Ci jeszcze maść i powinna szybciej się zregenerować.
- To wspaniale.
- Nie ciesz się nic niewiadomo powiedziałam powinna to nie znaczy że będzie szybciej.
- Cieszę się bynajmniej jest szansa. Chcesz herbatę?
- Nie musze jeszcze parę spraw załatwić.
- Dobra to odprowadzę Cię.
Wróciłam do salonu Maryśka pracowała bo pracował ale było widać że jest  myślami gdzie indziej. Po 13 wrócił Zibi.
- Hej kochanie siłownia się nam przedłużyła.
- O hej Maryśka co tam?
- Hej nic wszystko mi się rozwala.
- To my pojedziemy do mojego mieszkania zostawisz sobie walizki i popracujemy.
- Niech zostanie tutaj. – krzyknął Zibi widział że coś jest nie tak.
 O dobry pomysł kanapa się rozsuwa, więc czemu nie.- pomyślałam.
- Nie, nie będę wam głowy zawracać.
- Daj spokój.
- Ma racje będę miała Cię na oku.
- No dobra.
- Idę zrobić herbatę chcesz?
- Tak poproszę.

Poszłam przy okazji odgrzałam obiad Zibiemu.
- Co się stało?- spytał.
- Pokłócili się z Kurkiem.
- To dlatego taki zły i smutny był na treningu.
- O co im poszło?
- Jak odeszłam to dostała dużo pracy jest zawalona pracą. Jak ja pracowałam dawałam jej 1/3 pracy a teraz musi sprostać pracy jest multum ma zaległości musi wszystko zrobić na wczoraj. A Kurek skarży się że niema dla niego czasu że się nie widują i takie tam pierdoły.
-To ja może zadzwonie do kurka i pogadam z nim wiem jak to jest ty też jesteś statystykiem.
- Nie, nie mieszajmy się do ich spraw dobra idę do niej.


Miłego czytania ;-)

niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 9


Rozdział 9
- Lepiej widzę.
- Lepiej wiem, która jest godzina?
- 16:30
- Dobra idę wezmę prysznic muszę się przebrać.
- To niemów tylko ruszaj się- uśmiechnął się.
- Ale będę potrzebowała pomocy, bo chyba będziesz musiał być w łazience bo nie wiem czy dam radę z tą nogą- uśmiechnęłam się.
- To może ja też się wkopię?- wyszczerzył zęby.
- Dobra to chodź.
Wzięłam parę rzeczy rzuciłam na łóżko i poszłam w stronę łazienki. Nagle Zibi wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki.
- Nie musiałeś mnie brać na ręce.
- Wiem, ale chciałem.
I poszliśmy się wykąpać. Po 20 minutach Zibi wyniósł mnie do garderoby. Przebrałam się i umalowałam była 17:15. Zawołałam ZB9.
- Zibi!
Wpadł do pokoju jak torpeda.
- Gotowy jesteś na trening?
- Ale mnie wystraszyłaś myślałem, że coś Ci się stało.
- Nie wszystko dobrze chciałam Cię tylko spytać- Uśmiechnęłam się.
- To chodź zaniosę Cię do salonu.
- Nie ma mowy chodzić muszę.
- Ale nie możesz nadwyrężać nogi.
- Nie ma żadnego ale…
I poszłam do salonu oczywiście obok mnie szedł Zibi.
- Zapomniałam.
- O czym?
- Muszę torebkę spakować.
- Przecież nie ćwiczysz.
- Dzięki wiem, nie musze laptopa wziąć pomogę przy okazji Maryśce.
Po10 minutach byłam gotowa.
- Jedziemy?
- Pewnie.
 Za niespełna 20 minut byłam na Podpromiu.
- To ja od razu pójdę do trenera okej?
- Dobra to idź.
Poszłam na salę bo chciałam na samym początku przywitać się z dziewczynami.
- Hej robotnice.
- Hej kaleko.
- Maryśka masz dużo pracy?
- No trochę tego mam odkąd odeszłaś to masakra.
- To przez ten czas jak będę nogę leczyć to mogę Ci pomóc wzięłam laptopa.
- O super.
- Musze was na chwilę opuścić  mam sprawę do trenera.
- Jasne to idź załatw co masz załatwić i wracaj szybko musimy popatrzeć na twoją nogę nasza siatkareczko. 
Uśmiechnęłam się.
Zapukałam do drzwi.
- Dzień dobry.
- O Julia cześć jak noga?
- No boli.
- Co cię do mnie sprowadza.
- Bo trenerze mam prośbę dawno nie byłam  u rodziny od ponad roku i pomyślałam że skoro i tak nie ćwiczę to może ich odwiedzę.
- Ale nie rozumiem.
- Bo chciałam się spytać czy Zibi w następny czwartek mógłby nie przyjść na trening chciałbym go im przedstawić.
- A co z piątkiem?
- No my pojechalibyśmy tylko na parę godzin ale sam dojazd 2godziny i powrotem też 2 więc pomyślałam że jakbyśmy pojechali i wrócili nawet na wieczór to byłby zmęczony drogą, więc chciałam się spytać czy dał by mu pan wolne.
- Jaki pan Andrzej jestem. A po drugie dobra w sumie nie mamy żadnego meczu w najbliższym czasie więc dobra. Zibi jest w świetnej formie więc zgoda.
- Dziękuje. To ja idę do dziewczyn mają mi zbadać nogę i miałam Maryśce pomóc.
- Czemu nie radzi sobie?
- Trochę dużo pracy ma a ja po za tym siedzę cały czas w domu to mogę jej pomóc.
- Dobra to idź ja podejdę do was i się dziewczyn spytam ile masz tak leniuchować.
- Dobrze to do zobaczenia.
 - No pa – Uśmiechnął się.

-Dobra dziewczyny to sprawdźcie co z moją nogą.
- Jasne.
- Julia – powiedziała smutna Marta.
- Matko co jest?!
- Mam smutną wiadomość.
- No co jest mów!
- Nie posiedzisz tu z nami długo wszystko się dobrze zrasta przepisze Ci antybiotyk osłonkę i witaminy no i będziesz mogła za niedługo wejść na boisko bierz przez tydzień a potem sprawdzimy nogę i pewnie będziesz musiała się z nami pożegnać.
- Marta chyba cię uduszę myślałam że mam się już pożegnać z siatkówką.
- Jakbyś nie znała Marty- rzuciła Karolina.
- W sumie. A właśnie jutro idziemy do kina czy macie jakieś plany?
- Myślałam że chciałaś trochę odpocząć z tą nogą.
- A właśnie na ta nogę mogę dostać jakiś stabilizator czy coś?
- Miałam właśnie Ci zaproponować- uśmiechnęła się Marta.
- To dobra a jakołś kule?
- Ale to niekonieczne bo możesz chodzić ale więcej leżenia zalecam.
- Tak jest pani doktor.
- Dobra, dobra nie podlizuj się.
- Dobra idę do Maryśki pomóc jej ma sporo pracy przeze mnie.
- Daj spokój da sobie radę.
- Ale mówiłam jej że pomogę jak będzie jej trudno.
- Dobra to idź.


- Hej co tam u ciebie?
- Hej a nic dużo pracy jak zwykle- skrzywiła się.
- Dobra to wyślij mi połowę rozkminie w domu.
- Okej nie wiem jak dawałaś sobie rade teraz wiem jak mało mi dawałaś do pracy.
- Oj daj spokój jakbyś czegoś nie wiedziała to dzwoń ja pomogę.
- Dobra dzięki kochana jesteś.
Tak zleciał trening w sumie jak wcześniej zanim nie zaczęłam ćwiczyć z chłopakami.
- Dobra chłopaki koniec- krzyknął trener.
Podeszłam do trenera.
- Trenerze z nogą wszystko dobrze dziewczyny mówią że za tydzień powinnam już chodzić bez trudności i bólu.
- To świetnie widzisz mówiłem że będzie dobrze.
- Gdyby nie te specjalistki to nawet za miesiąc bym nie stanęła na tej nodze.
- Wiem w końcu najlepszych tu zatrudniam.
- Dobrze to ja lecę muszę zadzwonić do mamy.
- Dobra to leć dobranoc.
- Dobranoc.
Poszłam do szatni chłopaków. Zapukałam ktoś krzyknął proszę.
- Cześć chłopaki.
- Julka cześć jak noga podeszli wszyscy.
- No boli ale za tydzień jak dobrze pójdzie to wejdę na boisko.
- To świetnie.
- A gdzie Zibi?
- Kopię się- odpowiedział Igła.
- To ja wyjdę i poczekam na niego.
- Nie wygłupiaj się siadaj i mów kiedy idziemy balować- rzucili Pit z Kurkiem.
- Sami swoi – dodał Anderson.
- Okej ale jak mi się w domu dostanie od Zibiego to będzie źle.
- To on Cię bije?- spytał Pit.
- Nie no coś ty.
- Julka idzie twój „Luby”- rzucił Igła.
- To super.
- O hej kochanie nie widziałem Cię na treningu.
- Byłam u dziewczyn sprawdzały mi nogę.
- I jak?
- Powiedziały bardzo smutną wiadomość.
- Jaką co się stało?
- Będę musiała je opuścić
- Co dlaczego?!
- Bo za tydzień wchodzę na boisko.
- To świetnie.
- No ale to zależy od mojej nogi czy się zrośnie czy nie.
- Na pewno się zrośnie, a rozmawiałaś z trenerem?
- Tak zgodził się.
- Naprawdę?
- No tak.
- To świetnie.
- Gotowy ?
- Oczywiście to do samochodu.- uśmiechnęłam się.
- Pa chłopaki dobranoc.
- Pa dobranoc.
Po 20 minutach byliśmy w domu.
- Idę spać jestem padnięty- powiedział Zibi.










Miłeej Niedzieli ;-)

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 8


Rozdział 8

- To o której masz trening?
- O 18 siłowni nie mam więc cały dzień będę przy tobie.
-Tak? Świetnie i masz zamiar cały dzień przy mnie być?
- No oczywiście. 
- To świetnie wiesz trzeba parę rzeczy kupić zrobię Ci listę kupisz?
-No pewnie.
- Masz dziś dobry dzień widzę.
- No pewnie, cały dzień z tobą no na 2-3 godzinki wieczorem mnie tylko nie będzie więc jestem szczęśliwy.
- Dobra i co pewnie mam dziś leżeć cały dzień ?
- No tak.
- Dobraaaa
- Nie ma mowy nie wiem co myślisz ale nie ma mowy żebyś gdzieś poszła.
- Czemu?
- Bo musisz dbać o nogę.
- Nie jestem dzieckiem, wiem przecież.
- Nie jestem pewien.
Podeszłam do niego i go dźgnęłam w żebra.
- Dobra, dobra.
- Trzymaj listę i do sklepu.
- Tak jest!- zaczął się śmiać.
Wyszedł ja od razu wzięłam się za porządki w sypialni wszystkie rzeczy na łóżko, a potem usiadłam i segregowałam do prania do szafek itp.
- Hej kochanie już jestem.
- Słyszę.
Wszedł do sypialni.
- Wiedziałem, że długo nie usiedzisz na miejscu.
- Przecież siedzę cały czas i segreguje rzeczy ta sterta idzie do prania i jak się boisz że coś mi się stanie to zanieś mnie do łazienki a potem do kuchni.
- Po co do kuchni?
- Obiad ugotuje.
- Nie dziś ja gotuje.
-Serio?
- No pewnie mam czas do 18- wyszczerzył zęby.
- To dobrze powiem Ci co masz robić cały dzień.- Uśmiechnęłam się.
- Co? myślałem, że poleżymy w łóżku i może coś więcej.
- Wiesz dobrze że..
- Wiem, wiem nie musisz mi mówić.
- Nawet nie wiesz co chciałam powiedzieć.
- Wiem chodzi Ci o dzieci.
- Nie.
Popatrzył się na mnie.
- A o co?
- Że Cię kocham to po pierwsze, po drugie nie mogę z kobiecych powodów i nie mam ochoty.
Zrobił smutna minę.
- Kotku nie martw się obiecuje że za jakiś czas będzie nam po mieszkaniu ganiać trójka pociech.
- Marzę o trójce.
- Tak z tego co słyszałam po pierwszej będę miała dość- zaczęłam się śmiać.
- Czemu?
- Kotku to umówmy się tak ja noszę przez 9 miesięcy a ty rodzisz ok.?
- Aha dobra.
- Okej jesteśmy ze sobą od miesiąca ja mam długo wolne więc może za tydzień w czwartek pojedziemy do moich rodziców co ty na to, albo na weekend  chociaż na razie wole na niecały dzień co ty na to?
- Hymm no nie wiem nie myślałem nad tym w sumie dobry pomysł i tak musimy się kiedyś poznać, więc ok. to umówię się z trenerem że może mnie za tydzień nie być.
- Może ja bym z nim pogadała dziś.
- No nie wiem jak chcesz.
- To jadę dziś z tobą na trening, mam smutną widomość.
-Jaką co się stało?
- Nie panikuj będziesz musiał cały dzień ze maną wytrzymać.
Przytulił mnie.
- W takim razie to będzie najwspanialszy dzień.
Pocałowałam go.
- Wiesz nie pamiętam kiedy byłam ostatnio taka szczęśliwa.
Leżeliśmy tak do 10.
- Okej trzeba wstać.
- Jeszcze chwilkę.
- No dobra.
O 10:30 wstałam okej w niedziele cały dzień przeleżmy ale teraz śniadanie trzeba zjeść i obiad ugotować.
- To ja dziś gotuję.
- To ja śniadanie, a ty obiad zobaczymy czy gotujesz tak świetnie jak grasz.
- No to mam nadzieje, że Cię zaskoczę.
Zrobiłam tosty. Zjedliśmy Zibi skoczył do sklepu, a ja poszłam posprzątać łazienkę. Gdy wrócił łazienka lśniła czystością.
- Jak noga?
- Troszkę boli ale daje rade.
- Zadzwonić do dziewczyn?
- Nie, nie trzeba sama zadzwonię mam sprawę do Marty.
- Dobra, ale może lepiej jak odpoczniesz trochę.
- Dobrze idę do sypialni.
Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Marty.
- Hej Marta.
- Hej Julka.
- Mam do ciebie sprawę nie przyjeżdżajcie ja podjadę na Podpromie dobra?
- Jasne dla mnie lepiej zadzwonię do Karoliny i jej powiem.
-Dobra to do zobaczenia.
- Pa.

- Julia!- krzyknął Zibi.
 Szybko się zerwałam i pobiegłam do kuchni.
- Co się stało?!
- Olej mi pod oko prysnął zetrzesz?
- Oj kochanie siadaj.
Usiadł przy stole.
- Co planowałeś zrobić?
- Spaghetti.
- Gdzie jest mięso mielone?
- W lodówce, ale ja miałem dziś gotować.
- Ugotujesz jutro dziś musisz dobrze ćwiczyć na treningu żeby się podlizać trenerowi.
- Dobra. – zaczął się śmiać.
- Nie śmiej się.
- Dobra widzę makaron ugotowany.
- Tak żeby trochę ostygł.
Za 10 minut obiad był gotowy.
- Smacznego.
- Dziękuje nawzajem.
- No kochanie kucharzem możesz zostać świetnie gotujesz.
- Wiem moja specjalność.
Zaczęliśmy się śmiać. Umyłam po obiedzie naczynia i kuchenkę.
- Co robimy kochanie? Dopiero 14.
- Pooglądamy telewizję?
- Mam pomysł ja może zrobię kolację teraz, żebyśmy mieli jak wrócimy z treningu?
- Usiądź przynajmniej na pół godzinki odpocznij.
- Ale jak zrobię teraz to potem dłużej posiedzę.
- Jak uważasz.
Kolacja była gotowa na 15:30. Poszłam do sypialni odpocząć włączyłam laptopa otworzyłam skrzynkę mailową było z 200 wiadomości były też maile od mamy. Szybko jej odpisałam.
Po chwili wzięłam telefon i zadzwoniłam do niej.
- Cześć mamo co tam u was?
- Hej córciu no nareszcie zadzwoniłaś nie odzywałaś się od dwóch miesięcy.
- Przepraszam wiem miałam dużo pracy i strasznie dużo spraw nie miałam czasu odetchnąć.
- Dobra nie przepraszaj wiem że Ci jest ciężko tam samej.
- Nie jestem tu sama jest Marta, Karolina i Maryśka.
- Wiem, wiem że ich tam masz dawno w domu nie byłaś od ponad roku.
- Aż tak długo mnie nie było?
- Tak właśnie może przyjechałabyś na parę dni albo chociaż o tak.
- Nie wiem  czy uda mi się wyrwać z pracy ale dam Ci znać wieczorem.
- To Świetnie a kiedy byś mogła przyjechać?
- Jak mi szef pozwoli to za tydzień w czwartek.
- A na ile?
- No na parę godzin, bo wątpię żeby szef dał mi teraz dwa dni wolnego dużo zabiegania jest.
- No szkoda.
- Muszę kończyć przyszli klienci.
- Dobra to pa zadzwonię wieczorkiem.
- Pa córciu.
Zibi stał oparty o drzwi.
- Czemu jej nie powiedziałaś, że jesteśmy razem?
- Powiem jej wieczorem od razu byłyby pytania typu: Jak ma na imię? Ile ma lat?
Ile zarabia ? Przystojny? Na razie nie mam siły jestem ciekawa jaka będzie jej reakcjia.
- A o nodze czemu jej nic nie powiedziałaś że coś z nią jest?
- Po co nic mi nie jest trochę boli jak chodzę i tyle.
- Kotku dobrze się czujesz?
- Tak dobrze nic mi nie jest.
- Dlaczego jesteś taka smutna?
- Nie jestem smutna.

Dziś wcześnij bo mam pare spraw a wieczorem meczyk Asseco ;-)

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 7


Rozdział 7
Tym  razem Zibi wstał wcześniej zrobił śniadanie i przyniósł mi do łóżka.

-Hej mój misiu zrobiłem Ci śniadanko proszę.
- Dzięki kochanie pyszna jajecznica i kawka.
- Wiem to mój specjał.
-Ale jesteś skromny – uśmiechnęłam się.
Dobra 9 idę się przebrać jogging i na pierwszy trening.
- Podziwiam Cię.
- Czemu?
- Masz tyle siły dwa treningi jednego dnia.
- Kotku jeśli się czegoś chce trzeba dążyć do tego na 100 % siły.
Pocałował mnie.
- Dobra koniec czułość idę biegać.
- Zostań jeszcze chwilkę.
- Nie mogę zresztą sam masz siłownie za 30 minutek.
- No wiem ale poczekasz aż pójdę? Będę mnie tęsknił.
- Jesteś słodki niech Ci będzie.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też Kocham.
Podszedł do mnie złapał w talii i pocałował. Posprzątałam mieszkanie i poszłam biegać.
O 11 wróciłam i położyłam się spać. Wstałam o 12:00 ugotowałam obiad i poszłam na pierwszy trening. Pod koniec poszłam do trenera.

- Dzień dobry mogę?
- Tak oczywiście czekałem na Ciebie.
- To kiedy zaczynają się te zawody?
- Za dwa tygodnie.
- Co tak szybko?!
- Tak rozmawiałem z paroma trenerami chcieli nawet w tym tygodniu, ale stwierdziłem, że to za szybko, więc umówiłem się za dwa tygodnie przez dwa tygodnie co drugi dzień będzie mecz.
- Trenerze, ale nie damy rady po tygodniu będziemy padnięci  nie mówiąc co będzie po dwóch.
- Dacie rade wierze w was.
- Ale trenerze nie sądzisz że co za dużo to niezdrowo.
- Słuchaj dziewczyny już wiedzą, tak samo jak ty rano robią jogging, a potem trening.
- No tyle że ja mam czasami dwa treningi dziennie + jogging.
- Wiem że Ci trudno ale musisz wytrzymać. Ja w Ciebie wierzę.
- No dobrze ja już pójdę mam drugi trening.
- Do widzenia  Julia.
- Pa trenerze.

Gdy przyszłam do szatni była tam cała drużyna.

-Cześć chłopaki- powiedziałam smutnym głosem.
- Co się stało - spytali.
-Nic jestem po prostu trochę zmęczona to wszystko.
Podszedł do mnie Igła, Pit i Zibi.
- Nas nie nabierzesz  mów co jest.
- Po treningu dobra muszę się przebrać.
- Tak przy wszystkich?- Spytał Igła z Pitem.
- A no racja. Zibi mogę się przebrać czy mam czekać aż wyjdą.
- Przebieraj się niech widzą co mam- wyszczerzył zęby.
- To wy razem? – Spytał Igła z niedowierzaniem.
- A nie widać? – spytałam
- Nie chwaliłeś się że masz taką laskę powiedział głośno Igła.
Każdy popatrzył w naszą stronę i pogratulował Bartmanowi.
- Oj Krzysiu grabisz sobie.
- Tylko nie mów żonie.
- Zastanowię się.- Powiedziałam z poważną miną.
- Proszę- powiedział i zrobił minę szczeniaczka.
- Dobra na razie się nie musisz martwić.
- Tak – krzyknął
- Zaczęłam się przebierać.
- Chłopaki zaczęli gwizdać.
- Spokój, bo powiem waszym żoną , narzeczonym i dziewczyną.
- Dobra, dobra wyluzuj.
- Mamy pytanie do ciebie.
-Tak?
- Czy przeszkadzałoby Ci jakbyśmy się razem z tobą kąpali?
- Co? Muszę się naradzić. Zibi chodź na chwilkę.
- Mi to obojętne a tobie będzie przeszkadzać?
- No może trochę ze mną nie chcesz się kąpać.
-Okej chłopaki  może tak ja się będę po was kąpać tak będzie mi to przeszkadzać.
- No weź.
- Przykro mi.
Wyszliśmy na sale. Jak zwykle dałam z siebie wszystko jednak los jak zwykle mnie ukarał  chłopaki zanieśli mnie do Marty i Karoliny. Od razu każdy się zleciał. Trener kazał im ćwiczyć. Sam podszedł i się pytał co mi jest.
- Mam złą wiadomość- powiedziała Marta.
- Co jest z moją nogą?- spytałam nerwowo
- Coś zrobiłaś ze ścięgnem Achillesa musimy zrobić Ci rezonans i powiedzieć kiedy będziesz mogła wrócić.
Zaczęłam płakać podszedł Zibi wszystko usłyszał ja zaczęłam wyklinać.
- Kurwa wiedziałam że to się tak skończy.
 I się jeszcze bardziej rozpłakałam Zibi mnie przytulił. Dziewczyny mnie pocieszały zrobiły mi rezonans.
- I co niemiałaś się czym martwić za dwa tygodnie będziesz mogła wrócić na boisko.
- Co?!  Zajebiście wszystko się pierdoli.
Podszedł trener.
- Julka nie poznaje Cię co jest?!
- Trenerze za dwa tygodnie miały się zacząć mecze jak ja wejdę na boisko z tą nogą?
- Julka przecież macie grać przez dwa tygodnie z tego co wiem a właśnie w drugim tygodniu przyjeżdżają najważniejsi trenerzy.
- Spróbujemy ją podleczyć szybciej- powiedziała Karolina.
- Jest jakaś szansa że wyleczycie to ścięgno szybciej?
- Tak jest ale mała.
- Widzisz – powiedział trener uśmiechając się.
- Ale przez tydzień musisz leżeć i oszczędzać nogę będziemy codziennie przyjeżdżać i sprawdzać twój stan.
Czekałam na koniec treningu Zibi zaniósł mnie do szatni przebrałam się i spakowałam po całej szatni chodzili umięśnieni mężczyźni w ręcznikach. Potem każdy podchodził do mnie i mówił, że wszystko będzie dobrze i wszystko się ułoży.

Na samym końcu wyszedł Zibi znowu wziął mnie na ręce.

- Wiesz wystarczyłoby jakbyś mi pomógł dojść do auta jeszcze się uszkodzisz to wtedy trener mnie udusi.
- Daj spokój nie jesteś taka ciężka więcej wyciskam na siłowni.
- To dobry jesteś.
Wniósł mnie do mieszkania i położył na kanapie. Poszedł do łazienki. Po chwili ja wstałam i poszłam do kuchni zrobiłam kanapki i herbatę. Wróciłam na łóżko i zaczęłam oglądać telewizję po chwili wyszedł Zibi.
- hymm….  Ciekawe skąd się wzięły te kanapki.
- No nie wiem.
- Masz się oszczędzać rozumiesz?
- Daj spokój  kanapek nie robi się ręką.
-Ale musiałaś jakoś się tu dostać chyba wezmę wolne przez tydzień.
 - Nie ma mowy nie pozwalam Ci opuszczać treningów przeze mnie!
- Daj spokój tydzień w tą czy w tą.
Wstałam i chciałam do niego podejść gdy nagle on do mnie podszedł i złapał mnie w tali pocałował i zaniósł do łóżka.
- Wiesz muszę iść do łazienki przebrać się.
- Tu się przebierz.
- Nie chce Cię rozpraszać.
- Nie będziesz.
- Podaj mi torbę
- Wzięłam parę rzeczy torby i zaczęłam się przebierać/
-Dla mnie mogła byś zostać  bez tych rzeczy.
-Dobra, dobra.
I położyłam się spać. Po niecałych 5 minutach Zibi dołączył do mnie. Zasnęłam wstałam o 8:00 poszłam do łazienki po chwili wstał Zibi.

- Czemu mnie nie zawołałaś ?- pomógł bym Ci.
- Daj spokój nie traktuj mnie jak jakąś  inwalidę.
- Przepraszam nie chciałem.
- Dobrze wiem po prostu boję się że już nie zagram i to mnie przerasta i że nie chciałeś chodź tu.
Podszedł do mnie, a ja go mocno ścisnęłam. Ten mnie podniósł i zaniósł do łóżka.
- Kotku co robisz?
- Chcę żebyś zemną poleżała przez chwilkę.
I zaczął mnie całować.
- To miło z twojej strony.
Położył się obok mnie i patrzył mi się w oczy.
- Kochanie pamiętaj że masz mnie i że jestem przy tobie i będę.
- Wiem po prostu wcześniej trzymałam to dla siebie i dusiłam w sobie niemiałam nikogo kto by mnie wspierał.
Przytulił mnie.

czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział 6


Rozdział6

- No hej śpioszku.
- Hej kochanie jak po wczorajszym?
- Świetnie misiaczku a teraz zjedz śniadanie bo za chwilkę idziemy biegać.

Nagle zadzwonił telefon.
- No hej zapomniałaś już o nas – zaczęła żalić się Maryśka
- Nie, nie zapomniała, ale wiesz jakie mam zamieszanie w życiu.
- Wiem, wiem mam prośbę pomogłabyś mi troszkę w pracy mam parę pytań ty zawsze to robiłaś i  w ogóle  mam zwariowanie odkąd nie pracujesz przyjedziesz pomożesz mi?
- Jasne muszę przebiec 5 km i mogę się spotkać u ciebie czy u mnie?
- Może lepiej u ciebie.
- To o 14?
- Dobra do zobaczenia.
-Pa.

-Kto dzwonił?- spytał Zibi.
- Maryśka chce żebym jej pomogła przy paru rzeczach.
-To co ja mam się ulotnić o 14?
- Nie czemu?
- Bo będziecie pracować
- To co ty będziesz telewizor oglądał powiedzmy.
- Na pewno nie będę wam przeszkadzać?
- Nie głuptasku.

Podszedł do mnie i przytulił.

- A potem pojedziemy razem na trening?
- Dobrze, to chodź idziemy biegać.

Po 2 godzinach  wróciliśmy padnięci. Położyłam się na półgodziny.
Wstałam ugotowałam obiad trochę posprzątałam. Ktoś zapukał do drzwi.
Otworzyłam i zobaczyłam Marysię.

- Hej Marysiu.
- Hej Julka czemu mówisz tak cicho?
-Zibi śpi  nie chce go obudzić.
- To może przyjdę jutro?
- Nie wygłupiaj się i tak muszę go zaraz obudzić.

Weszliśmy do salonu.
- Chcesz kawę czy herbatę?
- Kawę musze jeszcze popracować.
- A no właśnie w czym Ci pomóc?
- Chciałam omówić mecz Asseco i Skry. I czy dobrze je zrobiłam.
- Poczekaj chwilkę pójdę po swój  laptop.
- Przyniosłam laptopa i kawę.
- Ok. zaraz sprawdzimy.
- Nie raczej wszystko porządku. Ale trzymaj pendrajva i przeanalizuj w domu na spokojnie.
- Dobra koniec tej pracy - było po 15.
- Dobra.
- To mów co tam u was- uśmiechnęła się.
- Dobrze wszystko się układa.
- A tobie i Bartkowi jak leci?
- Też dobrze. Co ty na to żebyśmy się wybrali gdzieś w ósemkę?
- No nie wiem a kiedy i gdzie?
- To może w Sobotę hymn… do kina?
- Dobry pomysł ale muszę spytać Zibiego może ma jakieś plany.
- Jasne to go spytaj i mam nadzieje że się spotkamy. Powiedz mi jak Ci idzie twoja kariera siatkarska od dzieciństwa chciałaś zostać siatkarką i masz  właśnie szansę.
- Wiem troszkę trudno jak to na początku ale radze sobie.
- Dobra Julcia cieszę się że Wam wychodzi i że w końcu robisz to co kochasz.
-Dzięki kochana to do zobaczenia na treningu.
- Wczoraj byłaś świetna już dawno nie widziałam Cię takiej szczęśliwej odkąd skończyliśmy gimnazjum.
- Dzięki, wczoraj czułam się świetnie w końcu los dał mi szczęście.
- Dobra pa.

Julia wyszła było dziesięć po czwartej obudziłam Zibiego

- Hej kocie wstawaj na trening czas jechać.
- Co która godzina no 16:10
- Żartujesz.
- Nie chodź na obiad i jedziemy.
- Tyle spałem? Tak mi się dobrze spało.
- Tak śpiochu, ale już wstawaj.
- Ale wiesz kochanie- złapał mnie w talii – może zostaniemy w łóżku i poleniuchujemy – uśmiechnął się.
- Nie ma mowy ubierz się, zjedz obiad i jedziemy.
- Jesteś gorsza niż trener.
- No wiesz co?
Chciałam mu zacząć coś mówić, gdy nagle mnie pocałował.
- Dobra dość idź się ubrać i zjeść natychmiast!
- No dobrze, dobrze proszę pani.
Dźgnęłam go w żebra. Po 20 minutach jechaliśmy już na trening.
Gdy przyjechaliśmy w szatni był już Igła, Pit, Kurek i Matthew.

- Cześć chłopaki.
- Hej- odpowiedzieli chórem.
- Gotowa na wycisk?- spytał Igła
- Pewnie zwarta i gotowa.- dodałam
- Masz więcej energii niż my wszyscy- powiedział Kurek
 Wyszliśmy na sale i zaczęliśmy od rozgrzewki potem ćwiczenia z piłką i gra.

- Julia świetnie grasz oby tak dalej.
- Dobra koniec. Julia Idź pod prysznic masz 10 minut potem puszczam chłopaków. A potem przyjdź do mnie.
- Tak jest.
- Trenerze czemu nie możemy iść z Julią?- rzucił oburzony Pit.
- Bo to jest dziewczyna.
- Nam to nie przeszkadza rzuciło pół drużyny.
- To się jutro jej spytajcie. Jak jej nie będzie to przeszkadzać to ja się zgadzam.
- Zgodzi się, zgodzi- powiedział Zibi szczerząc zęby.
- Tak już się Zibi o to zatroszczy.- Powiedział Igła z głupią miną.
Po 5 minutach wyszłam gotowa. Już trenerze.
- Szybka jesteś w takim razie chłopaki do szatni, a Jula ty chodź do mnie musimy porozmawiać.
-Tak trenerze coś nie tak zrobiłam?
- Właśnie nie wszystko świetnie super Ci idzie nie myślałem że tak szybko się nauczysz paru rzeczy.
- Twój trener już załatwił mecze ty jesteś gotowa mam nadzieje że dostaniesz  się do dobrego klubu.
- Dziękuje ,mam nadzieje że się dostanę.
- Dobra jutro wstąp do trenera Godawskiego on powinien Ci więcej powiedzieć niż ja.
- Dobrze to dobranoc.
- Dobranoc i do jutra a i jutro też jogging i na dwa treningi idź.
- No dobrze.

Gdy wyszłam czekał na mnie Zibi.

- Nie musiałeś czekać, wiem że nie musiałem ale chciałem.
Podeszłam do niego i się przytuliłam.
-Dziękuje.
- Za co?
- Za to że jesteś.
Po chwili spojrzał mi w oczy i mnie pocałował. Wyszedł trener i nas zobaczył.
- Do domu  jutro macie dużo zajęć.- mówił uśmiechnięty
- Wiemy już idziemy.

- To dziś u mnie?- spytał Zibi.
- Dobra ale na chwilkę do mnie dziś dobra?
- Dobra.
Po godzinie byliśmy u Zibiego. Wzięłam piżamę, szczoteczkę i ubrania na jutro.
- Słuchaj Julia musimy porozmawiać.
- Tak co chodzi?
- Chodź tu do mnie i usiądź obok mnie.

Usiadłam przestraszona myślałam że zaraz ze mną zerwie nie wiem dlaczego mnie naszła taka myśl.

- Słuchaj chciałbym pogadać o naszej dalszej przyszłości. Chciałbym mieszkać razem z tobą i chciałbym mieć z tobą rodzinę i się z tobą zestarzeć.
- Jesteś pewien?
- A ty nie?
- Wiesz nieznany siebie długo zamieszkać razem owszem ale bez gwałtownych ruchów wszystko powoli jak przyśpieszymy możemy się pogubić. Może coś nie wyjść może się coś wypalić a wtedy możemy się rozstać. Jesteś gotowy zaryzykować?
- Pytanie czy ty jesteś gotowa zaryzykować.
- Ja jestem.
- Ja też. To do kogo się przeprowadzamy?
- No nie wiem, a ty gdzie się lepiej czujesz?
- Hymn.. u ciebie zawsze się wysypiam ale u mnie jest większe mieszkanie…...
- To może tak tydzień u ciebie i tydzień u mnie, a potem zdecydujemy.
- Dobra świetny pomysł.
- Okej kochanie to ja idę się przebrać i idę spać.
- Dobra to ja czekam w łóżku.
Po niespełna 5 minutach leżałam obok Zibiego. Po chwili czułam jak mnie całuje po szyi.
- To ja powinienem Ci dziękować, że jesteś.
Położyłam się na nim i go pocałowałam.
- Nieprawda idź spać bo jutro ciężki dzień.
- Ale w końcu weekend.
- A no właśnie dziewczyny się pytały czy idziemy z nim w sobotę do kina?
- Dobry pomysł, ale w niedziele leżymy cały dzień co ty na to.
- No przyda mi się trochę odpoczynku.
- Dobranoc Kochanie.
- Dobranoc Misiu.

środa, 7 listopada 2012

Rodział 5


Rozdział5
- Okej.
Poszłam do łazienki. Po pięciu minutach wyszłam.

- Zibi?
- Tu jestem.

Wyszedł z pokoju naprzeciwko salonu.

Weszłam a tam w pokoju leżały płatki  róż na podłodze i wszędzie były świeczki.
- Jak pięknie.
- To dla ciebie żebyś się wypala.
- Hymn jak to było?  „ Uważaj bo się przyzwyczaję”.
- Mi by to nie przeszkadzało gdybyś się przyzwyczaiła.
- Naprawdę?
-Tak. Słuchaj Kocham Cię i chce żebyś była moja dziewczyna, a potem narzeczona i zona oraz matka naszych dzieci.
- Wiesz że to będzie trudne. Ty już siatkarz ja może za niedługo siatkarka.
- Wiem, ale będę na ciebie czekał jak tyko będę mógł będę Cię odwiedzał nieważne gdzie będziesz.
 Rozkleiłam się.
- Jesteś cudownym facetem ale nie wiem czy damy rade.
- Damy będę się o to starał.
Przytuliłam się mocno do niego i go pocałowałam. Potem zgasiłam świeczki i poszliśmy spać.

Wstaliśmy po ósmej.

- Hej kochanie jak się spało ? – spytał
- Świetnie. O której masz trening?
- Dziś wcześnie o 16.
- Kurcze ok. a siłownię?
-Dziś odwołana.
- Czyli leniuchujesz ?
- Tak.
- Ale ja musze wstać.

Próbowałam wstać gdy nagle złapał mnie za pas i przyciągnął do siebie.

- Puść mnie musze wstać.
- Nie jeszcze chwile.
 Przytuliłam się do niego i leżałam tak jakiś czas. Zasnęłam.

Gdy się obudziłam było po 10.

- Proszę śniadanko dla ciebie.
- Dziękuję a ty jadłeś?
- Tak.
Zjadłam  położyłam się na łóżku i zawołałam Zibiego.

- Kochanie chodź na chwile.
Przyszedł.

- Tak co się stało ?
- Podejdź bliżej.
Podszedł ja się na niego rzuciłam.
- Co robisz kochana?
- Poleż ze mną jeszcze 5 minutek.
- No dobra.
Leżeliśmy tak jakiś czas.

- No dobra wstaje musze skoczyć do domu po rzeczy.
- Podwiozę Cię .
- Jak chcesz.
- To za 15 minut  masz być gotowa.
- Dobra, dobra.

Minęło 10 minut a ja już byłam gotowa do wyjścia.

- Idziemy?
- Tak już tylko kluczyki wezmę.
Po 20 minutach byliśmy u mnie. Spakowałam torbę na trening.
-No jest  po 11 co robimy przez 2 godzinki masz jakieś plany?- mówiłam siadając na kanapie obok niego.
- Mam.
Wziął  mnie z kanapy zaniósł do sypialni
- Zaczął całować i rozbierać.
- Kochanie- powstrzymałam go
- wiesz ze nie mogę.
- Zapomniałem.
Leżeliśmy chwile zaczęła wybijać 12.
- Kotku podrzucisz mnie do centrum handlowego?
- Teraz?
- Tak musze cos kupić.
- Pewnie to chodźmy do samochodu tylko daj mi torbę.
- Dałam mu torbę i poszliśmy do samochodu.
- Po niecałych 5 minutach byliśmy na miejscu.
- Czekasz tu czy idziesz zemną?
- A ile Ci to zajmie?
- Jakieś 10 minutek a mam pytanie jaki lubisz kolor?
- Niebieski to poczekam.
Poszłam do sklepu z bielizną kupiłam seksowne wdzianko i poszłam do auta.
- Jestem to teraz podwieziesz mnie na trening?
- Co kupiłaś?
- Nic chciałam kupić sobie stanik ale nie było takiego jakiego chciałam.
- A gdzie masz trening?
- Na tej malej Sali obok Podpromia

Dojechaliśmy. Wysiadłam z auta.

-To do zobaczenia później.
- Pa i pocałowałam go na pożegnanie.

Musiałam wyjść wcześniej z treningu żeby zdążyć na drugi.

Poszłam do trenera Kowala.
-Dzień dobry mam pytanie gdzie ja się mam przebrać?
- U chłopaków w szatni.
- Przy nich?
- Tak a czemu nie?
- Dobra to idę.
Zapukałam i weszłam.
- Część chłopaki trener kazał mi się tu przebrać.
- Cześć. To świetnie.
- ściągnęłam dresy i byłam gotowa ( po pierwszym treningu założyłam na siebie dresy wiec wszystko miałam na sobie oprócz ochraniaczy.
- Już jesteś przebrana?
- Tak ja tu przyjechałam z treningu.
- Dobra jesteś 2 treningi w 1 dzien.
- Taa.

Wyszłam na  boisko rozciągać się.
Wyszedł trener i powiedział jak będę wyglądać zajęcia. Nie każdy był zadowolony ja zresztą po części tez no ale trudno.

- Witam wiec i przepraszam z góry.
- Nie masz ca co odpowiedziała drużyna.

Najpierw 15 min rozgrzewka a potem. A potem ćwiczenia pod siatka które trwały 30 min.

-Dobra panowie i pani.
- Gramy.
- Julia ty będziesz grac jako przyjmującą.
- A nie jako libero? – spytałam zdziwiona
- Nie.

Ćwiczyłam z wszystkich sił 90% skupienia na grze i było świetnie. Na koniec treningu zawołał mnie trener.

-Świetnie grałaś naprawdę musze Ci pogratulować nie widziałem dziewczyny która wkłada serce w to co robi.
- Trenerze siatkówka jest, była i pewnie będzie cały moim życiem nie wyobrażałam ani nie wyobrażam sobie życia bez niej zawsze chciałam zostać siatkarką więc niech się pan nie dziwi to moja pasja i życie.
Trener zamilkł i patrzył się na mnie ze zdziwieniem.
 - Julia mów mi na ty po pierwsze a po drugie czemu nigdy się nie starałaś dostać do jakiegoś klubu ?
- Nie sadziłam że mnie gdzieś przyjmą.
- Wiesz jakbym tylko prowadził klub damski miałabyś u mnie miejsce.
- Dziękuj miło mi słyszeć.
- Jutro o 17 trening i polecam rano jogging a 2 trening możesz sobie odpuścić.
- Czemu?
- Bo chce żebyś była żywa na moim bo dziś było widać że jesteś już zmęczona.
- Dobrze- uśmiechnęłam się.
- To sio pod prysznic i do domu wypocząć chce Cię widzieć wypoczętą jutro rano.
- Tak jest.
- Dobranoc.
- Dobranoc.

Weszłam do szatni byli tam Igła, Pit i Zibi .

- Cześć chłopaki.
- No hej jak po pierwszym treningu?- spytał Igła.
- Dobrze jeszcze żyje i co Ci trener powiedział?
- Że musze wziąć się w garść a nie odstawiać balet na boisku.
- Co ? grałaś świetnie – powiedział Pit
- Wiem to samo usłyszałam od trenera i dzięki.
- O ty małpo-zaczął mnie łaskotać Igła
- Dość przestań.
- No dobra.
-Ja lecę do rodzinki pa.
- Pa i dobranoc – uśmiechnęłam się.
Po chwili Pit się pożegnał i zostałam sama z Zibi.

- To co sio pod prysznic.- rzucił Zibi.
- Ok. jestem padnięta.
- Dziś jedziemy do mnie czy do ciebie?
- Do mnie muszę rano wybrać się na jogging.
- Mogę z tobą?
- Jak chcesz.
- Pewnie że chce nie mam siłowni jutro więc mogę pobiegać z tobą.
- Ok. to za 10min będę gotowa.

Po 10 minutach wyszliśmy z hali. Weszliśmy do mieszkania wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy.

- Chcesz kochanie?
- Tak poproszę.
- Jesteś zmęczony?
- Nie, nie bardzo a co?
- A nic tak pytam
Pomyślałam o stroju niebieskim który kupiłam w sklepie.
- To ja idę spać kotku.
Poszłam do sypialni po chwili dołączył Zibi.

- Zaraz wrócę kotku.
Szybko wyszłam z sypialni ko łazienki ubrałam się w strój, który dziś kupiłam i poszłam do sypialni. Gdy Zibi mnie zobaczył zamurowało go. Po chwili wstał i zaczął mnie całować.
Rano obudziłam się obok niego. Wstałam pozbierałam porozrzucane ubrania i zrobiłam śniadanie była 10 do kuchni przyszedł Zibi.






Miłego czytania dziś wcześniej troszkę ;-)

wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział4


Rozdział4

- Dziś o 11 a o 18 trening.
- O matko musze iść dziś do trenera.
- I jaką podjęłaś decyzje?
- Poświęcę się swojej pasji.
- Świetnie..
- To się okaże czy będzie taka dobra.
- Na pewno nie pożałujesz.
- Mam nadzieje.
- Pamiętasz co wczoraj mówiłem?
- To że mam uważać bo się przyzwyczaisz do śniadanek?
- No dokładnie dla mnie to nie robi różnicy.
- Dobra ja idę kochana.
Odprowadziłam go do drzwi gdy nagle się odwrócił przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Po chwili otworzył drzwi i chciał wyjść  ale mu nie pozwoliłam.
- Co to było spytałam.
- Podziękowałem za twoja troskę o mnie.
- To mile ale wystarczyło powiedzieć dziękuję.
- Nie podobał Ci się wyraz podziękowania?
- Czy ja wiem nic specjalnego.
- Trzasną drzwiami zaniósł mnie na kapane i zaczął całować po szyi i ustach.
- Przestań kochanie.
- Co powiedziałaś ?
- Żebyś przestań.
- A potem ??
- Kochanie.

Popatrzył się na mnie i pocałował namiętnie.

- Czemu miałem przestać nie podobało Ci się znowu?
- Podobało, ale wiem do czego by to doszło. A wiesz  jak chce zostać siatkarką musze uważać troszkę nie uważasz?
- No masz racje.
- Ok. idź kocie bo się spóźnisz.
- Pa.

Zostałam w domu. To decyzja pajeta. Spełniam marzenie zostaje zawodowa siatkarka.

-Dzień dobry trenerze.
-Dzień dobry i jak co postanowiłaś
- Zostaje siatkarka ,ale mam parę  pytań.
-Tak słucham.
- Po pierwsze czyli pan zrobi te mecze po to żeby mnie zaproponować ?
- No nie tylko ciebie ale na pierwszym miejscu ty.
- Czyli dziewczyny tez się mogą spodobać trenerom genialnie.
- No tak. Julia co ty planujesz?
- Nic cieszę się ze dziewczyny tez mogą zostać siatkarkami.
- A dokładnie które masz na myśli?
- Nasz czwórkę oprócz mnie Karolinę, Maryśkę i Martę.
-No tez maja możliwość ale to od nich zależy.
- Dobrze jak pan myśli uda mi się?
- Na pewno znam Cię od paru lat i myślę ze dasz rade dążysz do celu i dopóki efekty Cię nie zadowolą to ćwiczysz ile się da. Masz dużo cierpliwości tyle kontuzji łapałaś zawsze to wytrzymywałaś dasz rade jesteś silna.
-  Właśnie dostałam obawy ze mogę tej presji nie wytrzymać
- Ale co ty mówisz?!
- Pamięta pan jak byłam kontuzjowana i nie grałam przez 6 miesięcy?
- Tak.
- No właśnie wtedy zadawalam sobie pytanie czy dam rade grac dalej jak dostane ta szanse od życia. Zastanawiałam się  ile los da mi jeszcze razy popalić.
- Dasz rade masz duże wsparcie i masz…..
- No właśnie ostatnim razem tez tak było jakoś tego znieczułam każdy mi mówi ze ma wsparcie od niego a ja się zastanawiałam kiedy coś sobie zrobię strasznie mi było trudno ale nie poddałam się dzięki paru osobom gdyby nie one nie wiem czy byłabym tu dziś z panem.
- Co?! Nie myślałem ze było ci aż tak ciężko. Wiedziałem ze ci na tym zależy ale nie wiedziałem ze aż tak.
- Tak no właśnie.
- Będę ci wspierał jak tylko będę mógł.
- Zobaczymy o matko już 18 spóźnię się do pracy. Dowidzenia.
- Dowidzenia .

Spóźniłam się bo na złość jeszcze były duże korki.
Gdy weszłam usłyszałam.

- Julia po treningu do mnie- powiedział trener  soviaków z poważną mina.
- To mam przechlapanę.

Po skończonej pracy udałam się do trenera resoviaków.
- Chciał mnie pan widzieć.
- Tak wejdź.

Usiadłam i modliłam się żeby tylko mnie nie zwolnił.

- I jak podjęłaś decyzje?
- Tak.
- Wiec jak zostajesz zawodowa siatkarka?
- Tak mam pewne obawy ale do odważnych świat należy.
- Podoba mi się twoje podejście.
- To musimy chwile pogadać o tym.
- Przychodź na trening Soviaków ze strojem do ćwiczeń będę Cię trenował razem z nimi.
- A moja praca?
- Dostanie ja Maryśka.
- Ale przecież Soviacy maja mecze jeden za drugim.
- Spokojnie pogodzimy to jakoś na początku będzie trudno ale damy rade.
- Czyli mam nie chodzić na treningi do trenera Godawskiego?
- Właśnie masz.
-Chłopaki maja siłownię a ty będziesz mieć dwa treningi.
- No nie wiem czy dam rade.
- Twój trener mówił ze jesteś silna, wiec jestem pewien ze dasz rade.
- Na razie nie zwalniam Cię z stanowiska statystyka bo wiem ze to ciężka praca i będziesz musiała często pomagać Maryśce.
- Dobrze a te treningi od kiedy mam zacząć?
- Od jutra.
- Co? Tak szybko?!
- No a co myślałaś.
- Trzeba zacząć im szybciej tym lepiej.
- W takim razie do jutra trenerze.
- Do jutra- uśmiechał się.

Wyszłam i nie mogłam uwierzyć jaka decyzje podjęłam.

Zibi siedział pod ścianą.

- No nareszcie.
- Czekałeś na mnie?
- Tak skąd wiedziałeś ze tam jestem?
- Chyba każdy słyszał na treningu jak trener do ciebie mówi.
- To jakie masz plany ?
- Nie wiem mam mętlik w głowie
- To ja mam pomyśl jedziemy do mnie.
- Co? Jestem zmęczona i..
- Nie wywiniesz się.
- No dobra niech Ci będzie.

Po 20 minutach byliśmy u niego w mieszkaniu.

-Ładne masz mieszkanie.
- Dzięki.
- Zrobić Ci herbatę?
- Tak poproszę.
- Jesteś głodna?
- No troszkę.
- Ta jasne troszkę. Na co masz ochotę?
- Na cos lekkiego. Wymyśl coś.
- No dobra. A  możesz pomoc?
- Tak w czym co byś zjadła lekkiego?
- Płatki z mlekiem.
- Serio tym się najesz?
- Tak.
- Niech Ci będzie.

Zjedliśmy kolacje .

- No to teraz mnie odwieziesz?
- Nie ma mowy spisz u mnie.
- To rozkaz?
- Tak.
- No dobra tyle ze nie mam piżam.
- Spij bez.
- Tak jasne.
- No dobra dam Ci swój T-shirt.
- Okej.
Poszłam do łazienki. Po pięciu minutach wyszłam. 
Miłego czytania ;-)