wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział 24


Rozdział 24

Wyszłam z mieszkania wsiadłam do auta rozpłakana i ruszyłam w kierunku domu jechałam szybko i zagapiłam się na drodze. Wjechał we mnie Tir. Wylądowałam w szpitalu. Obudziłam się rano. Akurat był przy mnie lekarz.

-`Gdzie ja jestem?- spytałam zdezorientowana.
- W szpitalu miała pani wypadek.
- Co mi jest?
- Jest pani poobijana tylko ty  musiał być cud, że tylko tyle i że pani żyję.
- Głupi ma zawsze szczęście.
Lekarz uśmiechnął się.
- Panie doktorze kiedy będę mogła wyjść.
- No nie tak prędko musi pani zostać na obserwacji dwa dni.
- Dobrze, a mam pytanie gdzie jest mój telefon?
- Położony w szafce obok.
- Dziękuję.

Lekarz wyszedł.

Sięgnęłam po telefon i napisałam do Igły.
- Krzysiu mogę Cię o coś prosić przywieziesz mi wodę?
Po chwili przyszła wiadomość.
- Jasne gdzie jesteś?
- W szpitalu.
- Co?! Co się stało?
- Miałam wypadek.
- Zaraz będę.

Po niespełna 15 minutach do mojej sali wszedł Krzysiek.

- Julka co Ci się stało?
- Miałam wypadek wjechałam pod Tira.
- I co Ci jest?
- Tylko poobijana jestem.
- Dzięki Bogu, że tyle.
- Przywiozłeś wodę?
- Tak proszę.
 Od razu się napiłam.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
- Która godzina?
- 9 rano.
- Masz trening?
- Tak
- To co tu jeszcze robisz leć.
- Nie będę tu z tobą.
- Daj spokój przez dwa dni nigdzie się stąd nie ruszam.
- Dwa dni tu będziesz?
- Tak na obserwacji.
- To przyjadę wieczorem z Iwoną.
- Daj spokój jeszcze jej głowę zawracaj.
- I tak wie, a i masz pozdrowienia i uściski.
- Też ją pozdrów.
- Leć na ten trening.
- No dobra lecę pa przyjdę później.


I poszedł byłam sama w pokoju. Pielęgniarka odłączyła mi kroplówkę.

- Przepraszam czy mogę zejść na dół po gazetę?
- Niech pani chwileczkę poczeka coś sprawdzę.

Wyszła z pomieszczenia za nie całe 5 minut była spowrotem.
- Lekarz wyraził zgodę.
- Dziękuję.
 Kupiłam jakołś książkę i wróciłam do pokoju. Przeczytałam pół była 12 postanowiłam się zdrzemnąć. Obudziłam się o 15. Zaczęłam dalej czytać. Po 16 ktoś wszedł do pokoju, ku mojemu zdziwieniu była to Aśka.
- Pani ma na imię Julka?
- Tak o co chodzi?
- Przyszłam zobaczyć jak się pani czuje.
- Przykro mi żyję.
- Nie no co pani nie życzę pani źle przyszłam panią przeprosić to wtedy w mieszkaniu Zibiego to naprawdę moja wina. Ja się rzuciłam na Zbyszka.
- Po co mi to pani mówi?- spytałam zdziwiona.
- Bo wiem, że ma pani za złe Zbyszkowi, za to wtedy.
- To już nie ważne.

 Do pomieszczenia wszedł Zibi.

- Co ty tutaj robisz?!- spytał stojącą Aśkę.
- Co ty od niej chcesz!- Spytałam zła.
- Pewnie znowu ci opowiada niewiadomo co!
- Zbyszek przestań! A najlepiej wyjdź!

Wkurzony wyszedł z Sali.

 Aśka usiadła rozpłakana.
- Hej nie płacz przytuliłam ją.
-Ale patrz jaki on jest wobec mnie wiem, że go zraniłam ale żeby za każdym razem jak go zobacze.
- Nie płacz on tak ma.
- Wybaczysz mi?
- Tak.
- Dzięki bardzo to dla mnie dużo znaczy.
- Przepraszam Cię, ale źle się czuje.
- Jasne to ja idę pa.

Było mi nie dobrze zaczęłam wymiotować. Wezwałam pielęgniarkę a ta lekarza przeszywał mnie ból w brzuchu. Skierowali na ginekologie. Akurat wtedy gdy mnie wywozili wszedł Zibi, Igła i Iwona.
Ja zwijałam się z bólu. Przebadali mnie. Zaczęłam krwawić. Potem dali mi środki przeciwbólowe i uspokajające.

- Pani Julio była pani w ciąży i właśnie pani poroniła.
- Co jak to?
- To był 4 tydzień.
Łzy zaczęły mi spływać.
- Ale ja nie czułam żadnych objawów.
- Objawy są w 3 miesiącu połową drugiego.

W końcu zawieźli mnie do Sali. Od razu weszła cała trójka.

- Co ci jest? –spytał Igła.
- Właśnie się dowiedziałam, że byłam w ciąży.- mówiła spokojnie.
- Jak to byłaś? –spytała Iwona
- Przed chwilą poroniłam dlatego mnie wywozili czułam straszny ból brzucha i wymiotowałam.

Podeszła do mnie Iwona i mnie przytuliła

- Mogę was o coś prosić?- spytałam.
- Jasne- powiedział Igła.
- Zostawcie nas samych.

Krzysiek z Iwoną wyszli. Ja patrzyłam w okno. Po policzkach leciały mi łzy. Podszedł do mnie Zibi i mnie przytulił.

- Proszę nie płacz i wróć do mnie.- mówił ze smutkiem w głosie.
- Byłam w ciąży. Mogliśmy mieć dziecko.- patrzyłam na niego.
- To moja wina wybacz….
- To nie twoja wina, to przez wypadek.
- Który był przeze mnie.
- Daj spokój. Będziemy mieć dzieci obiecuję.

Zibi się na mnie popatrzył i mnie przytulił. Wzięłam jego głowę w ręce i pocałowałam go.

- Wracaj do domu jest już 22 późno jutro masz trening.
- Nie pójdę przyjadę do ciebie.
- Proszę nie kłóć się ze mną. Idź jutro powiesz trenerowi dlaczego mnie dziś nie było i powiesz, że za tydzień wrócę.
- No dobrze.
- Zawołaj Ignaczaków.

Po chwili w Sali pojawili się Iwona z Krzyśkiem.

- Dziękuję, że przyjechaliście miło z waszej strony. Cieszę się, że was poznałam jesteście naprawdę niesamowitymi ludźmi.
- Nie schlebiaj nam tak.
- Ale to prawda naprawdę cieszę się że was poznałam- Powiedziałam uśmiechając się.

Wtedy podeszli i mnie przytulili.

- No dobra koniec tych czułości. Wracajcie do dzieciaków jest późno jutro też jest dzień ja muszę odpocząć.
- Dobra to my idziemy trzymaj się.
- Dobranoc.
- Zibi zostaniesz chwileczkę?- spytałam.
- Jasne.
Podejdź do mnie. Usiadł na łóżku, a ja go przytuliłam.
- Dobra idź.
- Nie zapomniałaś o czymś?
Pocałowałam go.
- Dobranoc idź już bo zaraz Cię wygonią.
- Dobranoc kochanie.

Wyszedł ja leżałam chwilę w szoku. Dlaczego ja nie czułam  żadnych objawów? Po co wsiadłam za kierownice? Pytania chodziły mi po głowie. W końcu zasnęłam. Obudziłam się o 09:00. Poszłam do łazienki trochę kręciło mi się w głowie. Wyglądałam strasznie. Wróciłam i dalej zaczęłam czytać książkę.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 23


Rozdział 23

Dzieci zjadły 5 kanapek.
- Ciociu chce mi się spać.- mówiła trząc swoje oczka.
- To może z wujkiem położy Cię spać? – spytałam patrząc na reakcje Zibiego.
- Ale ciociu ja chcę, żebyś ty mnie położyła spać.
- Dobrze to chodź.
- Ciociu?
- Tak?
- Weźmiesz mnie na rączki?- spytała robiąc maślane oczka.
- Pewnie chodź.

Wzięłam małą na ręce ta się do mnie przytuliła.

- Tylko gdzie ty masz pokoik?
- Tam wskazała palcem.

Położyłam ją na łóżku.

-Ciociu przebierz mnie w piżamki.

Zrobiłam duże oczy.

- A gdzie masz piżamki?
- Tam wskazała na szufladę.

 Wzięłam jasno niebieskie i ubrałam małą.

- Ciociu opowiedz mi bajkę.
- A o czym?
- O księżniczce.
- Więc dawno, dawno temu żyła piękna królewna niebiesko oka. Każdy książę się za nią oglądał, ale Księżniczka nie chciała żadnego z nich. Pewnego razu w jej życiu pojawił się wysoki brunet, który spodobał się królewnie. Książe zakochał się od pierwszego wejrzenia w niej. Księżniczka była szczęśliwa czuła motylki w brzuchu. Pewnego razu Książe postanowił się oświadczyć królewnie, lecz ona nie była tego pewna. Uciekała więc z zamku chodząc po lesie. Cały czas się zastanawiała co ma zrobić. Wracając napotkała na swojej drodze leśnego stwora, który porwał ją. Książe zaczął szukać królewny w końcu znalazł ją w jaskini w której żył leśny stwór. Zabił stwora uratował księżniczkę i wrócili na zamek.
Królewna postanowiła wyjść za księcia. Mieli ogromne wesele niedługo potem bocian przyniósł im synka. 
I żyli długo i szczęśliwie.

Dominika zasnęła. Zeszłam po cichu na dół Sebastian grał z Zibi w jakołś grę. Ja posprzątałam po kolacji. W końcu i Sebastian wysiadł.

- Ciociu położysz mnie spać?
- A czemu nie z wujkiem?
- Wolę ciebie.
- No dobrze chodź.

Przebrał się i położył. Jemu nie musiałam mówić bajki sam mówił o różnych grach, aż zasnął.
Zeszłam na dół była 21:30.

- Pewnie zaraz Igła przyjedzie z Iwoną.
- Pewnie tak.
- Ładą bajkę opowiedziałaś Dominice.
- Podsłuchiwałeś?!- powiedziałam oburzona.
- Kawałek. Dobrze sobie radzisz z dziećmi.
- Dzięki jak byłam młodsza opiekowałam się swoją siostrą cioteczną jest w wieku Dominiki.
- Co robimy?- spytał.
- Jakiś film włącz.
- Okej.
Przełączył na jakiś film romatyczny. Oczywiście Zibi usnął. Czas szybko zleciał była 23. Do domu wrócili Krzysiek i Iwona w bardzo dobrych humorach. Wstałam i zaczęłam się zbierać obudziłam Zibiego, a do salonu wparował Igła.

- Jak wam minął wieczór? – spytał.
- Dobrze dzieciaczki śpią. A wam jak minął wieczór?- spytałam.
- Świetnie – powiedział Igła.
- To my już pojedziemy.
- To pa do jutra.
- Pa rzuciła Iwona z kuchni.

Wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy. W domu byliśmy dość szybko. Weszłam do mieszkania wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Obudził mnie piękny świt słońca. Nie chciało mi się wstawać, więc obróciłam się na drugi bok i spałam dalej. Po 10, ktoś mnie próbował obudzić.

- Julka, wstawaj- mówił Zibi gładząc mnie po policzku.
- Nie daj mi pospać jeszcze godzinkę.
Po chwili i Zibi do mnie dołączył.
- To ja pośpię z tobą.

Obudziłam się o 12. Zibi coś robił w kuchni. Wzięłam prysznic. Wyszłam w ręczniku Zibi gdzieś wyszedł. To było dziwne 2 dzień pod rząd wyszedł bez słowa. Zjadłam śniadanie, spakowałam swoje rzeczy wzięłam klucze od samochodu. Zostawiłam kartkę na stole, że po resztę rzeczy wrócę wieczorem. Zamknęłam mieszkanie i pojechałam do swojego mieszkania. Zostawiłam rzeczy i zadzwoniłam do Kaśki.
Umówiłam się z nią na 14 do kawiarni, więc miałam trochę czasu. Chodziłam bez sensu po Rzeszowie. Przypomniałam sobie, że mam lustrzankę w aucie. Wzięłam ją i zaczęłam robić zdjęcia. Dzień był piękny. Choć za niedługo ma być jesień to naprawdę wieje ciepły wiaterek. Była 13:40 więc wybrałam się w stronę kawiarni w której miałam się spotkać z Kasią. Po 10 minutach drogi byłam na miejscu. Kasia jak zwykle prze czasem.

- Hej.
- Hej. Powiedziałam ze smutkiem w głosie.
- Co jest?- spytała widząc mnie w złym stanie.
- Odeszłam od Zbyszka.
- Co?! Czemu? Jak to byliście taką świetną parą.
- Zaczął się dziwnie zachowywać wychodzić bez słowa gdzie jest za ile wróci. Ma zły humor nie wiem o co mu chodzi nie chce ze mną rozmawiać nie odbiera ode mnie telefonów. Nie wiem o co mu chodzi napisałam mu kartkę, że wrócę wieczorem po resztę rzeczy.

                                                                               ****
Siedzieliśmy tak w ciszy 10 minut. Nagle zadzwonił do mnie telefon to był Igła.
- Przepraszam muszę odebrać.- Powiedziałam wychodząc na pole
-Jasne.- powiedziała Kasia.

- Hej Krzysiu co tam?
- Hej Julka dzięki za wczoraj mam u ciebie dług.
- Nie no coś ty chętnie zaopiekowałabym się dzieciakami jeszcze raz.
- Cały czas o tobie mówią i pytają kiedy znów przyjdziesz do nich. Coś ty im zrobiła?
- Nic takiego w sumie tylko kolacje i Dominice opowiedziałam  bajkę na dobranoc, a Sebastian opowiadał mi o jakiejś grze i zasnął.
- Julka wszystko  w porządku masz jakiś inny głos.
- Nie wszystko okej.
- Na pewno? Co Ci zrobił Zibi?
- Nic odeszłam od niego.
- Co?!
- Przepraszam Cię, ale nie chce o tym mówić pa.
- Pa.
- Wróciłam do kawiarni była 16.
- Kasiu ja już pójdę dobrze?
- Dobra trzymaj się.
- Dzięki pa.

Znowu chodziłam po Rzeszowie i robiłam zdjęcia. Zadzwonił do mnie telefon o 17. To był Bartman.

- Julka co to ma znaczyć?!
- Nie unoś się będę o 18 pogadamy pa.
I się rozłączyłam. Poszłam w kierunku domu porobiłam parę zdjęć. Wpół do 18 byłam w domu. Wzięłam prysznic przebrałam się, nałożyłam lekki makijaż. Wzięłam klucze od domu i samochodu. Zamknęłam mieszkanie i ruszyłam w stronę domu Zibiego. O równej 18 byłam pod jego drzwiami. Zadzwoniłam on szybko otworzył. Weszłam do środka.

- Wejdź proszę do kuchni.
- Dobra.

W kuchni stałą herbata i jakieś ciasto.

- Spodziewasz się gości?- Spytałam.
- Dokładniej ciebie.
- Myślałam, że dom będzie pusty. To ja się spakuje, a potem porozmawiamy.
- Proszę porozmawiajmy teraz.
- No dobrze.

Usiadłam przy stole.

- Więc co chcesz wiedzieć?
- Dlaczego?!
- Nie układało nam się najlepiej. Ty gdzieś wychodzisz bez słowa wracasz zły nie odzywasz się do mnie. Nie wiem co źle zrobiłam. Postanowiłam, że tak będzie lepiej.
- Dla kogo?
- Dla nas nie widzisz, że to nie ma sensu? Odkąd odrzuciłam twoje oświadczyny stałeś się inny nie taki jakiego Cię poznałam. Zmieniłeś się. Tego się obawiałam na początku ale byłam z tobą w końcu Cię kocham….
- Na pewno nie dla nas…
- Daj spokój nie wiem gdzie wychodzisz na początku było inaczej było pięknie!!!

Wstałam  rozpłakana i poszłam pakować resztę swoich rzeczy.

- Julka przestań! Co ty robisz! Nie pakuj się ja zmienię się.
- Jaką mam mieć pewność?

Była cisza wzięłam swoje rzeczy i szłam w kierunku wyjścia. Bartman mnie złapała za rękę.

- Nie odchodź.- mówił ze smutkiem.
- Puść mnie!
- Nie, nie puszczę błagam nie odchodź i klęknął przede mną.
- Co ty robisz?!
- Julka kocham Cię, zawsze kochałem błagam daj mi jeszcze szanse.
- Słuchaj dawałam Ci już szanse jak się lizałeś z Aśką.
- Wiem, ale błagam Cię cholernie mi zależy na tobie.
- Właśnie widać… wybacz- mówiłam płaczem.

niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 22


Rozdział 22

- Hej Julka wpadniesz o 17?
- Tak jasne tylko dzwonie w innej sprawie.
- Nie przyjedziesz?!
- Przyjadę tylko chciałam się zapytać czy nie wiesz gdzie jest Zibi wyszedł dwie godziny temu i zaczynam się martwić nic nie mówił tylko wyszedł.
- Nie martw się na pewno wróci zaraz.
- Oby dobra kończę pa.
- Do zobaczenia.

Kurcze naprawdę zaczynam się martwić. Dobra posprzątam jeszcze salon i korytarz. Obiad skończony. Zajęło mi to dość sporo czasu skończyłam chwilę przed 16. Zibiego dalej nie było. Zadzwoniłam do niego, w końcu odebrał.

- Zibi gdzie jesteś?
- Jadę właśnie do domu.
- Za ile będziesz za 20 minut.
- Dobra pa.
- Pa.

Zaczęłam się ubierać. Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa do wyjścia. Wyszłam z łazienki, a do somu wszedł Zibi.

- Gdzie byłeś cały dzień?
- Musiałem coś załatwić.
- A mogę wiedzieć co?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Głodny?
- Tak co na obiad?
- Risotto.

Szybko odgrzałam mu obiad. Zibi zjadł w błyskawicznym czasie. Ja zaczęłam zbierać się do wyjścia.

- Wychodzisz?
- Tak idę pilnować dzieci Igły.
- A to ja zadzwonię do Krzyśka pojadę z tobą.
- Dobra to ja jeszcze wezmę torebkę z sypialni.

Weszłam do sypialni na łóżku leżała karteczka z jakimś planem nawet dobrze się nie przyjrzałam bo do sypialnie wszedł Zibi.

- To jak jedziemy?
- Jasne.

Po niespełna 20 minutach byliśmy pod domem Ignaczaków. Krzysiek wybiegł nas powitać.

- Cześć nareszcie już się martwiłem.
- Hej to tak o której wracacie?- spytałam.
- Myślę, że koło 22.
- To będziecie szaleć- rzucił Bartman.
- Daj mu spokój lepiej bierz z niego przykład- powiedziałam oschle.
- Może to nie najlepszy pomysł waszą dwójkę razem. –spytał  z powagą.
- Daj spokój uwielbiam dzieci, damy radę.

Wtedy Bartman się na mnie popatrzył ze zdziwieniem.

- To może nie będziemy stać tak na polu.- powiedziałam.
- Oczywiście wejdźcie.
- Julka poznam Cię z Iwoną.
- Świetnie.
- Iwona kochanie możesz na chwilkę?
- Zaraz.
- Ale na chwileczkę.
- No dobrze.
- Iwona to jest Julia przyszła opiekować się naszymi szkrabami.
- Miło mi.- wyciągnęłam rękę.
- Chwała Bogu Julka pomożesz mi- powiedziała żona Krzyśka.
-Pewnie.

Złapała mnie za rękę i pociągnęła do garderoby.

- Słuchaj mam dylemat pomożesz mi wybrać miedzy tą czarną, tą i tą czerwoną.
- A możesz przymierzyć wszystkie?
- Pewnie tylko wiesz 18 wychodzimy z Krzyśkiem.
- Damy radę- i uśmiechnęłam się.

Przymierzyła każdą zaczynając od czerwonej.

- Matko wyglądasz przepięknie w każdej.
- To mi doradziłaś.
- Spokojnie którą byś ty wykluczyła?
- Chyba tą długą czarną.- powiedziała rzucają ją na łóżko.
- To teraz tak czarna czy czerwona. Hymm… Mam pomysł. Zapytamy Krzyśka który kolor bardziej lubi.
- Dobra.
- Igła mam pytanie wolisz czarny czy czerwony kolor?
- To moją kochaną żonę w czerwonym.
- Okej.
- To teraz tak masz do niej buty?
- Tak.
- To ubieraj czerwoną.
- Wyglądasz w niej naprawdę pięknie.
- Dziękuje za pomoc.
- Dobra to nic takiego.
- Julka?
- Tak?
- Zrobisz mi włosy? Proszę- i zrobiła minę szczeniaczka.
- Hahaha jasne.

Zrobiłam jej  loki wyglądała naprawdę pięknie. Do tego makijaż. Po prostu wyglądała bajecznie.

- A igła jak się ubierze?- spytałam.
- Szczerze to nie wiem.
- A gdzie idziecie?
- Na kolacje, a potem coś zaplanował.
- To ja mam pomysł zobaczę jak wygląda i jak coś powiem mu, żeby się przebrał dobra?
- Była bym Ci wdzięczna.
- Dobra później podziękujesz.

Zeszłam na dół szukając Igły znalazłam Sebastiana i Dominiczkę oglądających kreskówki.

- Hej jestem Julka, gdzie poszedł tatuś?
- Na pole z wujkiem Zbyszkiem.- powiedział Sebastian.
- Dzięki.

Wyszłam na pole zerknąć jak Igła się prezentuje.

- No hej chłopaki.
Zaszokowało mnie to zobaczyłam Igłę w graniaku.
- Łoł Igła, ale wyglądasz.
- Mam iść się przebrać?
- Nie w żadnym razie.
- Wyglądasz świetnie.
- Yyy dzięki.
- Okej ja idę do Iwony zaraz powinnyśmy zejść.
- No pośpiesz ją mamy 5 minut do wyjścia.
- Nie martw się damy radę. Popatrz na szkraby jeszcze. – Uśmiechnęłam się.

Szybkim krokiem udałam się do Sypialni Ignaczaków.

- To jak gotowa?
- Tak.
- To chodź Krzysiek już się niecierpliwi.
- A to norma u niego.

Zeszłam szybciej i powiedziałam chłopakom żeby weszli do domu. Akurat ze schodów schodziła Iwona.
Obydwoje stanęli jak wryci.

- Kochanie- zaniemówił Igła.
- Tak?- spytała z uśmiechem Iwona.
- Wyglądasz bajecznie.
- Dziękuję jedziemy?- spytała Iwona.
- A tak tylko jeszcze parę słów do naszych skarbów.- uśmiechnął się Krzysiek.
- Sebastian, Dominika macie słuchać cioci Juli i wujka Zbyszka macie być grzeczni ja będę wszystko wiedzieć. Pa.
- Dobrze tatusiu pa.
- Pa tato pa mamo- powiedział Sebastian.
- Sebastian jasne?- spytał igła zmarszczając brwi.
- Tak.
- Julka dzwoń jak coś dobrze- spytali równocześnie.
- Myślę, że nie będzie takiej potrzeby bawcie się dobrze.
- Dzięki pa.
- Pa.

Wyszli Bartman poszedł do łazienki, a ja podeszłam do dzieci.

- To co zjecie na kolacje?

Poparzyli na mnie.

- Kanapki!- krzyknęli radośnie.
- Dobrze, a do picia kakao?
- Taak!- Uśmiechnęli się.
- To zaraz przyjdę z kanapkami.

Na początku nie mogłam nic znaleźć, ale zawołałam Sebastiana i powiedział gdzie co jest. Oczywiście Dominika przyszła zaraz za nim uważnie przyglądając się mi co robię. Zibi usiadł w kuchni pisząc z kimś na komórce. Zrobiłam 10 kanapek i kakao dla dzieci.

- To smacznego. – powiedziałam uśmiechając się.
- Dziękujemy- powiedziały jak zwykle chórkiem.

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 21


Rozdział 21
- Kasia chcesz zobaczyć trening chłopaków?
- Jasne.
- Tylko będziesz sama.
- Co jak to?
- Ja pewnie będę z nimi ćwiczyć.
- Co?
- No tylko muszę zadzwonić do trenera i to z nim uzgodnić.
- Świetnie.

Nagle zadzwonił mi telefon.

- O wilku mowa trener.
- Halo?
- Hej Julka co się stało Bartmanowi?
- Wyjechałam.
- Co?
- Jestem w Rzeszowie. Jemu tak powiedziałam. Muszę pomyśleć na paroma rzeczami.
- Aha rozumiem. A możesz już ćwiczyć?
- Tak to tylko 2 dni mnie bolało i tyle.
- No nich Ci będzie to przyjdź na trening o 17.
- No dobra.

- Co Ci mówił.
-  Mam przyjść na trening.
- Tobie to dobrze.
- Taak zawsze pod górkę.
- Narzekasz szukaj samych plusów, a nie…
- Tylko trudno mi je znaleźć.
- Oj tam za niedługo zostaniesz siatkarką.
- Oby chodź na zakupy.
- Dobra.
Chodziliśmy po sklepach do 15 nic nie kupując.
- Kaśka wracajmy szybko do hotelu.
- Co dlaczego?
- Tam jest Bartman.
- Okej.

Ale niestety nie udało się zauważył mnie.
- Julka! Podbiegł do mnie.
- Zostaw mnie!
- Proszę porozmawiaj ze mną.
- Po treningu dobra?
- Proszę teraz.
- Po treningu! Do zobaczenia – i ruszyłam w stronę samochodu Kaśki.
- Wrócisz do mnie?- spytał ze smutkiem w głosie.

Zatrzymałam się.

- Dowiesz się wieczorem.

Przyjechaliśmy do hotelu wzięłam swoje rzeczy.

- Kasia dzięki za wszystko.
- Nie ma za co.
- Jest. Mam jeszcze prośbę pojedziesz ze mną do mnie?
- Jasne.

Gdy byliśmy u mnie szybko się spakowałam na trening.

- To jedziemy.
- Po treningu nie czekaj na mnie jak coś zadzwonię.
- Dobra pożegnałam się z nią.
- Weszłam do szatni.
- Hej chłopaki.
- Hej.- krzyknęli.
- No nareszcie koniec leniuchowania- krzyknął Pit.
- No też już nie mogłam się doczekać.

Przebrałam się pry wszystkich. Wychodziłam z szatni i właśnie w tym samym momencie przyszedł Bartman.

- Julka ja…
- Po treningu dobrze?- uśmiechnęłam się do niego.
- Dobrze- on też się w końcu uśmiechnął.

Ćwiczyłam cały trening. Nawet mnie nie noga nie zabolała. Rozmawiałam z trenerem dość długo.
Gdy weszłam do szatni była tam igła.

- Hej gdzie Zibi?
- Kąpie się.
- To zadzwoń jutro o której mam przyjechać do dzieci.
- Dzięki jesteś wielka.
- Też Cię kocham leć do rodzinki.
- Pa.
- Poszłam pod prysznic.
- Julka mogę?
- Poczekaj już wychodzę.

Wyszłam owinęłam się ręcznikiem i wyszłam.

- Tak?
- Teraz możemy porozmawiać?
- Tak, o czym?
- O nas.
Ja się przebierałam.
- Dlaczego wczoraj uciekłaś?
- Wiem co planowałeś.
-I?
- Nie jestem gotowa.
- Nie kochasz mnie?
- Kocham, ale ślub teraz? Kiedy mam zacząć karierę?
- No przecież nie mówię, że teraz natychmiast.
- Zibi za szybko idziesz do przodu.
- Ja się jeszcze nie ogarnęłam po tym z Aśką.
- Julka przepraszam nie pomyślałem.
- Jedziesz do siebie?- spytał smutno.
- Jadę tam gdzie ty.

Podniósł mnie i pocałował.

- To do mnie.- powiedział Zibi.
Po 20 minutach byliśmy w mieszkaniu. Weszłam i stanęłam jak wryta. Była droga z płatków róż.
- Hymm ciekawe gdzie ta droga prowadzi.
- Idź za nią.
Droga prowadziła do sypialni.
- Hymm ciekawe jaki jest koniec tej drogi.

Zibi wziął mnie przez ramię i położył na łóżku.

- Co ty robisz?
- A jak myślisz.

Zaczął mnie całować i rozbierać. Jeździł rękami po moim ciele.

- Kocham Cię- powiedział i mnie pocałował.
- Ja Ciebie też.
- Nie rozumiem czemu uciekłaś.
- Sama nie wiem przerosło mnie wszystko.
- Nie bój się, nigdy więcej Cię nie skrzywdzę.
- Się okaże.
- Nie wierzysz mi?
- Hymm nie przekonaj mnie.- uśmiechnęłam się.

Zibi zaczął mnie całować. I znowu to zrobiliśmy. Było mi cudownie z nim.
- Dobra, bo jutro wieczorem mnie nie będzie.
- Co?- spytał zdziwiony.
- Dzieci Igły.
- Aa mogę jechać z tobą i popilnować ich z tobą?
- A to nie zależy ode mnie.
- To zadzwonię do Igły- powiedział szukając telefonu.
- Wiesz co to nie najlepszy pomysł.
- Czemu?
- Bo jest 2 w nocy o 11 zadzwonisz.
- No dobra.
- Chodź tu do mnie bo mi się zimno zrobiło.
- Już lecę.

I wskoczył na łóżko.

- Ciekawe jak się spiszesz jako opiekunka?
- Na pewno dobrze w końcu marzę o trójce pociech.
- Tak może kiedyś…
- Nie może, a na pewno.
- Tak kotku idź spać.
-Dobranoc kochanie.

Wstałam rano o 9 i po cichu udałam się w kierunku łazienki. Wzięłam szybki prysznic i powędrowałam do kuchni. W kuchni siedział Zibi jedzący śniadanie.

- Zrobiłem Ci śniadanko.
- Dzięki misiaczku.
- To może zadzwonię do Igły?
- Dzwoń ja posprzątam po śniadaniu.

Zibi wyszedł szybko z mieszkania nic nie mówiąc. Trochę mnie to zdziwiło zwykle mówił, ale skoro była 10 postanowiłam posprzątać mieszkanie. Na początku zabrałam się za łazienkę, potem sypialnie było koło 12 więc zabrałam się za obiad. Byłam ciekawa gdzie wyszedł Zibi prawie dwie godziny i go nadal nie ma. Postanowiłam zadzwonić. To było dziwne nie odbierał. Zaczęłam się martwić. Nigdy wcześniej tak nie robił. Zadzwoniłam do Igły.

piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział 20


Rozdział 20

- Zadzwonię do niego.
- Dobra, ale jak będę mieć przechlapane....
- Biorę to na siebie.
- Wiem co chciał zrobić Zibi.
- Serio?
- Tak pójdziesz ze mną do mieszkania?
- Dobra.

Po 10 minutach byliśmy u mnie.

- Co robisz?
- Pakuję się.
- Do Zibiego?
- Nie, nie do Zibiego.
- Julka co ty zamierzasz zrobić.
- Zobaczysz.

Weźmiesz tę torbę?

- Tak.
- Zawieś mnie na przystanek taxi.
- Julka gdzie jedziesz ? Co zamierzasz zrobić?
- Uciec na chwilę daj trenerowi mój numer telefonu jutro niech zadzwoni do mnie dobra?
- Dobra a co mam powiedzieć Zibiemu?
- Nic.
- Ale Julka jak ty to sobie wyobrażasz?
- Powiedz mu że wyjechałam.
- Ale jak to?
- Nie przejmuj się jak chcesz to dam Ci namiary na mnie, a jutro dam Ci adres przywieziesz dzieci jutro wieczorem, a w niedziele odbierzesz dobra?
- A daleko jedziesz?
- Nie do rodziny.
- A mogę wiedzieć dlaczego?
- Muszę pomyśleć czego chce od życia.
- Może zatrzymasz się u mnie.
- Nie ty masz dzieci ja muszę pobyć w samotności.

Dałam mu mój numer napisałam gdzie jestem adres telefon.

- Jesteś pewna tego co robisz?
- Tak.
- Trzymaj się.
- Pa.

Przytuliłam się do Igły.

- Naprawdę można na Ciebie liczyć jak zadzwoni do Ciebie Zibi powiedz, to co ja tobie niech do mnie zadzwoni.
- Na pewno?  Nie dawno mówiłaś co innego.
- Jak będę chciała to odbiorę.
- Wszystko zepsułem.
- Nie mów tak, nic nie zepsułeś.
- Pa Igła do zobaczenia.
- Pa Julka.

- Julka!
- Co się stało może nie jedź do rodziny wiem, że to kawałek drogi, ale 21 proszę jak nie chcesz u mnie to przynajmniej w jakimś hotelu.
- Masz racje.
- A może jednak chodź do mnie.
- Nie igła zamieszanie robię u ciebie.

- To pa.
- Poprosiłam taksówkarza, żeby mnie zabrał do hotelu dobrego.
- Miałam przy sobie sporo pieniędzy, wiec mogłam sobie pozwolić na coś lepszego.

Gdy byłam na miejscu napisałam Igle gdzie jestem. Po chwili do mnie zadzwonił.

- Julka dlaczego tak zrobiłaś? Może pojadę po Ciebie wrócisz do swojego mieszkania.
- Nie ty jesteś ojcem i mężem masz obowiązki. Mówiłam Ci muszę coś przemyśleć wrócę najpóźniej w niedziele.
- A jaki masz numer pokoju?
Wyszłam popatrzeć.
- To są jakieś żarty.
- Julka co jest?
- Jestem w 9.
- Może wpadnę jutro do Ciebie?
- Jak chcesz, ale sam i nie mów Zibiemu gdzie jestem okej? Wiem, że jestem niezdecydowana, ale możesz nic mu nie mówić?
- Miałem do niego dzwonić po tobie.
- Powiedz, że wyjechałam i nic więcej i że nic mi nie jest i więcej nie wiesz.
- Dobra.
- To dobranoc.
- Dobranoc.

Rozłączyłam się. Po chwili zadzwonił do mnie Zibi.

- Tak.
- Julka co się stało gdzie jesteś?
- Wyjechałam.
- Co? Czemu?
- Muszę przemyśleć parę spraw wrócę najpóźniej w niedziele.
- Ale dlaczego? Co ja zrobiłem?
- Nic, nie zrozumiesz muszę kończyć, zadzwonię jutro dobranoc.

Rozpłakałam się. Co ja ze sobą robie?

Zadzwoniłam do swojej starej koleżanki z Rzeszowa.

- Hej Kasia obudziłam Cię?
- Nie hej Julka co tam u ciebie?
- Możesz do mnie przyjechać?
- Jasne jesteś w Rzeszowie?
- Tak.

Podałam jej adres. Po 20 minutach była u mnie. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Kasia była moim oparciem odkąd pamiętam.

- Julka nie wiem co mam powiedzieć.
- Zostaniesz ze mną na noc?
- Pewnie zadzwonię do chłopaka i powiem, że zostaję z tobą.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
- To jak się czujesz?
- Dziwnie nie wiem co ja robię.
- Nic w tym dziwnego niedawno się lizał z Aśką, a teraz chce się z tobą żenić. To dziwna sytuacja co mu powiedziałaś kiedy wracasz?
- W niedziele albo wcześniej.
- A kto wie, że tu jesteś?
- Ty i Igła.
- Zawsze lubiłam gościa.
- No jest porządku.
- Jutro ma wpaść do mnie i sprawdzić jak się czuje.
- Matko, żeby takich facetów było więcej jak on, a nie coraz mniej.
- No jest zajebistym człowiekiem.
- Może zmieńmy temat co tam u ciebie?
- Dobrze.
- Jak Tam z Krystianem?
- Dobrze jest świetnym chłopakiem kocha siatkówkę jak ja a do tego przystojny.
- To dobrze, że się wam układa.

Rozmawiałam z nią do 01:00.

- Wiesz Świetnie mi się z tobą rozmawia, ale jest pierwsza chodź spać.
- Okej to ja śpię na kanapie.
- Nie ma mowy łóżko dwu osobowe i zajebiście wygodne chodź.
- No dobra.

I zasnęłyśmy. Ja wstałam o 09:00 Kasia 10 minut później.
Poszliśmy na dół do restauracji. Zjadłyśmy śniadanie i wróciłyśmy
do pokoju. Ja wzięłam prysznic. Ubrałam się i wyszłam.

- A Kasia zapomniałam spytać gdzie pracujesz?
- Nie pracuje na razie.

Rozmawialiśmy przez 3 godziny. Oglądnęłyśmy telewizję i poszłyśmy do restauracji na obiad.
Wracając zauważyliśmy Krzysia stojącego pod drzwiami dobijającego się.

- No dzień dobry panie Ignaczak można autograf?- spytała Kasia
- Przepraszam nie teraz.- Odpowiedział nie odwracając się.
- Igła!- krzyknęłam.
Odwrócił się.
- No nie ładnie olewać fanów.
- Julka! – Rzucił się na mnie i przytulił.
- Nic mi nie jest wejdziesz?
- Pewnie. Na pewno się lepiej czujesz?
- Tak. A jak Bartman to znosi?
- Źle był zły nic mu nie wychodziło.
- O której wieczorem macie trening?
- O 17.
- Dobra, ja zadzwonię do trenera muszę z nim pogadać.
- To ja się zmywam. Iwona pewnie się martwi.
- Ma wspaniałego męża.
- No wiem – uśmiechnął się.
- A zapomniałam Igła to jest Kasia. Kasia to jest Igłą.
- Miło poznać.- powiedziała.
- Mi również.- uśmiechnął się.
- To pa dziewczyny.
- Pa.

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 19


Rozdział 19

O 12 byliśmy na miejscu.
 – Zibi weź ciasto krówkę.
- Dobra.
Weszliśmy do domu. Jak zwykle przywitała nas pierwsza mama.

- Witajcie. Proszę wejdźcie do salonu.
- Hej mamo gdzie tata?
- Już idzie.
- Hej tato przywitałam się pierwsza potem Zibi.
- Dzień dobry.
Porozmawialiśmy chwilę z tatą.
- To co się napijecie?- spytała mama.
- Ja poproszę kawę.- powiedział Zibi.
- Ja też – uśmiechnęłam się.
- Mamo może Ci pomogę? – rzuciłam.
- Dobrze to chodź.
Zibi rozmawiał z moim tatą, a ja szybko poszłam do mamy pomóc jej.
- Mamo babcia z Dziakiem są w domu?
- Nie wiem czemu pytasz?
- Bo mam zamiar pojechać z Zibi do nich dzisiaj.
- To zadzwoń.

Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer.

- Hej babciu.
- Julka co tam u ciebie słychać?
- Wszystko dobrze jesteś w domu?
- Tak jestem.
- Mogę podjechać?
- Pewnie, a sama czy z kimś?
- Z chłopakiem.
- O to znakomicie o której będziecie?
- Koło 14.
- Dobrze to czekam.
- Pa.

Rozłączyłam się.

- No nie wiem czy się wyrobić do 14 – powiedziała mama.
- Czemu?
- Patrz jak się im dobrze rozmawia.
- Taaa.
- Zanieś kawę swojemu i tacie.

Zaczęłam się śmiać.

- Dobrze.

Po chwili mama przyniosła obiad.

Zjedliśmy obiad. Pomogłam posprzątać mamie.
- Mamo my chyba będziemy już lecieć, bo za dziesięć 14.
- No dobrze to trzymajcie się.
- Zibi jedziemy.
 Zibi pożegnał się i ruszyliśmy dalej.

-Zibi teraz ja poprowadzę dobra?
- Okej.

Po 10 minutach byliśmy na miejscu.
- Zibi teraz sernik weź.
- Okej.
- Hej babciu, hej dziadku, to jest Zbigniew Bartman mój chłopak.
-Miło Ci poznać Zbyszku.
- Co tam u was?- Spytała babcia.
- Dobrze wszystko.
- To dobrze, a jak w pracy?
- No trzeba pracować- Zrobiłam smutną minę.
-A no trzeba.
- A ty Zbyszku gdzie pracujesz?
- Ja jestem sportowcem obok Juli.
- Tak a dokładnie?
- Siatkarz babciu- powiedziałam.

Rozmawialiśmy tak do 15:30.

- To my już pojedziemy.
- A na ile zostajecie?
- No na parę  godzin dziś teraz do Rzeszowa wracamy.
- O to strasznie krótko.
- Tak no, ale cóż taka praca.
- To jedźcie z Bogiem, trzymajcie się,
- Pa.

I ruszyliśmy  oczywiście ja prowadziłam.
- I jak ?
- Fajną masz rodzinę.

Uśmiechnęłam się.

O której masz jutro trening?
- O 10.
- To jadę z tobą, ja jeszcze jadę do Marty.
- Po co?
- Muszę się spytać czy już mogę wejść na boisko.
- A teraz Ci boli?
- Od wczoraj nie.
- No to mam nadzieje że jest dobrze.
- Ja też.
W Rzeszowie byliśmy o 18.

- Która godzina?- Spytałam Zibiego.
- 18:30.
- To ja pojadę do Marty.
- A za ile wrócisz?
- Za godzinkę.
- Aha dobra to może Cię podrzucę. Jadę do Igły na chwilę.
- Dobra to mam zadzwonić jak już skończę?
- No podjadę po ciebie.

Po 20 minutach byłam u Marty.
- To do zobaczenia Kochanie.
- Pa.

Weszłam po schodach do Marty. Zadzwoniłam.

- Hej Julka co tam?
- Mogę wejść ?
- Jasne co jest?
- Zerkniesz na nogę?
- Jasne.
Zrobię herbatę.
- Z nogą wszystko w porządku jutro może ćwiczyć, ale uważaj nie przeholuj.
- Dobrze pani doktor.
Siedziałam u Marty 1,5 godziny.
- Dobra ja zadzwonię do Zibiego, żeby podjechał pomnie.
- Okej.
- Hej Zibi to przyjedziesz po mnie?
- Oczywiście zaraz będę.
Rozmawiała jeszcze chwilę z Martą i do mieszkania przyszedł Pit.
- Hej Julka.
-Hej Pit.
- Julka chyba podjechał już po ciebie.
- Okej to ja spadam pa do jutra.
- Pa Miłego wieczoru- Uśmiechnął się Pit.
- Pa – Uśmiechnęłam się.

Zeszłam na dół po chwili zadzwonił do mnie Igła.

- Hej Przyjechałem po ciebie stoję obok tego białego samochodu na prosto.
- Okej już idę.
- Hej Julka.
- Hej Krzysiu, a teraz mów gdzie Zibi.
- W domu.
- Co knujecie?
- Nie mogę powiedzieć.
- Igła mów bo zaraz wysiądę z auta.
- Ta jasne patrz jak Ci wierzę, że zaraz wyjdziesz.
- To patrz.

Otworzyłam drzwi i wyszłam. Igła za mną  jechał.

- No nie wygłupiaj się Julka wsiadaj. Przepraszam.

Zatrzymałam się. Wsiadłam do auta.

- Powiesz mi? Mogę się przynajmniej czegoś domyśleć?
- Tak możesz.
- Czyli chodzi o wyjazd w niedziele do rodziców prawda?
- Naprawdę nie mogę.
- Dobra nie twoja wina.
- Nie obrazisz się?
- Nie, na ciebie nie.
- Julka Zibi chciał Ci sprawić radość.
- Igła zrobisz coś dla mnie?
- Tak co powiedz mi jest u mnie w domu czy u siebie?
- U siebie.
- Proszę zawieś mnie do mnie.
-Ale Julka…
- Proszę.
- Zibi mnie zabije.
- Nic Ci nie zrobi.
- Po co mamy jechać do ciebie?
- Podwieś mnie i jedź do domu.
- Ale miałem Cię podwieźć do Zibiego......



No miejmy nadzieje że zasłużony. Miłego czytania ;*

środa, 5 grudnia 2012